Cała wyprawa trwała 35 dni, od 3 lipca do 6 sierpnia 2004. Dwoje uczestników (Ewelina, Witek) stanęło na szczycie, Sławek Sielawko dotarł do czwartego obozu, na wysokość 6400 m n.p.m.
Przebywaliśmy na terytorium czterech państw: Białoruś, Rosja, Kirgistan, Ukraina - w paszportach nie mamy jednak ani jednej wizy. Udało się to dzięki znajomości treści porozumień konsularnych między Polską a Białorusią i Polską a Rosją. Było to całkowicie legalne - wszystko dokładnie opiszemy w późniejszym terminie.
Z Polski wystartowaliśmy 3 lipca o 5 rano, na Polanie Ługowej pojawiliśmy się 6 lipca późnym wieczorem. Do Moskwy dotarliśmy pociągiem przez Białoruś, następnie samolotem do Biszkeku a stamtąd samochodami prywatnymi oraz busami pod Pik Lenina.
Akcja górska trwała od 7 do 25 lipca, a zatem 19 dni. Z tego siedemnaście dni trwało zdobywanie Piku Lenina, a dwa dni zwijanie obozów i zejście do bazy głównej na Polanie Ługowej (3800 m n.p.m.).
Założyliśmy cztery obozy, odpowiednio na wysokościach: 4400 m, 5400 m, 6100 m, 6400 m. Do obozu pierwszego wynieśliśmy wspólnie około 120 kg sprzętu i jedzenia.
Na szczyt (7134 m n.p.m.) weszliśmy 23 lipca o godzinie 15:40 czasu lokalnego (11:40 czasu polskiego), po ośmiu i pól godzinach drogi (bardzo dużo śniegu, torowanie). Przebywaliśmy tam 20 minut odpoczywając i fotografując się. W tym sezonie, do dnia 23 lipca, na szczycie stanęło wraz z nami 13 osób (dane te nie są oficjalne, a tylko przekazywane z obozu do obozu, mogą więc być obarczone błędem). W dniu w którym my zdobyliśmy szczyt, weszło aż osiem osób. Od wysokości około 6900 m dzialaliśmy we troje (była z nami Polka z innej ekipy) i byliśmy pierwszymi Polakami na szczycie Piku Lenina w tym sezonie.
Podczas powrotu załamała się pogoda - gęsta mgła, silny wiatr, opad śniegu. Z dużymi problemami orientacyjnymi dotarliśmy na plateau śnieżne na wysokości około 6500 m n.p.m., tu zastały nas ciemności. Nie udało się dotrzeć do obozu. Noc spędziliśmy w jamie śnieżnej w cztery osoby (oprócz nas Polka i Rosjanin), w bardzo niskiej temperaturze, przy silnym wietrze, bez sprzętu do biwakowania. O świcie w dobrych warunkach w ciągu pól godziny odnaleźliśmy obóz. Z niefortunnej przygody na szczęście wyszliśmy cało i zdrowo - obyło się u nas bez żadnych odmrożeń, tylko lekkie wychłodzenie organizmów.
Z Polany Ługowej wyjechaliśmy 25 lipca wieczorem. Trzy dni przebywaliśmy w mieście Osz, a następnie 4 dni nad jeziorem Issyk-Kuł (120 km długości i 60 km szerokości, położone na wysokości 1500 m n.p.m., słona woda) - odpoczywając, opalając się, objadając (trzeba było zacząć nadrabiać te stracone kilogramy).
Podróż powrotną rozpoczęliśmy 3 sierpnia - do Biszkeku busem, następnie przelot Biszkek - Moskwa, pociąg z Moskwy do Lwowa i autobus Lwów - Kraków. 6 sierpnia o godzinie 6 rano bylismy w domu.
Niebawem pojawi się pełna relacja z wyprawy, wraz z obszernymi galeriami zdjęć. Zapraszamy też na pokazy slajdów - o miejscu i terminie będziemy oczywiście informowali.